Dodać należy, że krok po kroku ale w tył. Jeszcze jedno powiedzenie ciśnie mi się na usta, Wyspiańskiego o złotym rogu.

Na wstępie zaznaczę, że z programem, który zamierzam tu wspomnieć nie miałem żadnych powiązań, byłem zwykłym szeregowym użytkownikiem. Jednak jako użytkownik jakiejkolwiek aplikacji, tym bardziej służącej do prawem wymaganej procedury cenię sobie użyteczność i łatwość jej używania.

O co mi chodzi? Ano o DroneRadar i to nowe Check-In PANSA.

Sytuacja 1, niestety już historyczna. Chcę wznieść drona w powietrze, odpalam aplikację (oczywiście raz na początku założyłem konto, uzupełniłem wszystko co powinienem. Więc odpalałem aplikację, po chwili widzę mapę, strefy, lub ich brak, ograniczenia, lub ich brak, jeśli lot jest możliwy – mogę oznaczyć się….i to wszystko.

Sytuacja 2. Check-In PANSA. Będę posługiwał się ilustracjami, zaznaczę tylko że taka sytuacja występuję już kolejny raz, i już nie jeden raz uzupełniałem te dane, które ponownie muszę wpisać. I gdyby to dało się normalnie (dla XXI wieku) uzupełnić, to pół biedy (nie powstał by ten powodowany frustracją wpis), ale czytajcie dalej komentarze okraszone zrzutami ekranu…

  1. Standard, pytanie o geolokalizację. Nie ma problemu.

2. Strona (bo to nie jest aplikacja) zapomniała wpisywane już wcześniej kilka razy dane.

3. To też nie problem, mam je przecież w telefonie na Dropboxie. Przechodzę do notatnika, kopiuję numerek…

4. Wpisuje imię i nazwisko, skopiowany numerek operatora ląduje w odpowiednim okienku. Jeszcze numer pilota – jest też w notatniku.

5. Kopiuję numer pilota.

6. Wracam do Check-In PANSA, i OOOO! Czyste pola, zabawa od początku, imię, nazwisko, tym razem mam w pamięci telefonu skopiowany numer pilota. Wstawiam.

6. Numeru operatora przecież nie znam na pamięć, wracam do notatnika by skopiować. Po powrocie do okna Check-In PANSA ZNOWU mam CZYSTE POLA!

Powyższą zabawę kontynuować można dowolną ilość czasu.

Po pierwsze w Droneradar posiadało się konto (i tam zapisane te wszystkie długie numerki – pilota, operatora). Logowanie to e-mail, i hasło (które ustawiało się samemu, więc można było wybrać takie które zapamiętamy). Po drugie aplikacja na moim telefonie pamiętała te dane logowania, więc wcale nie musiałem się logować za każdym razem. Włączałem, i po sprawdzeniu warunków mogłem się od razu odznaczać.

Check-In PANSA to krok milowy wstecz. Konieczność wpisywania tych danych co jakiś czas, jest z punktu widzenia użytkownika czynnością bezsensowną, zwykłą stratą czasu. Rozumiem, że zastosowane rozwiązanie, niesie za sobą jakieś ograniczenia (to kasowanie się danych po przejściu do notatnika po numer operatora/pilota). Rozumiem, że panowie się jakoś nie dogadali z twórcami DroneRadar, nie wnikam, choć żałuję, bo pamiętam że DR wyznaczał kierunek dla aplikacji tego typu co najmniej w Europie. Była to aplikacja która ogromnie ułatwiała orientowanie się w przestrzeni, oferowała wygodny dostęp do ważnych informacji – pozwalała szybko sprawdzić, czy latanie dronami w danym miejscu jest w ogóle dozwolone, a od momentu wprowadzenia obowiązku oznaczania operacji, w łatwy sposób spełniała to zadanie. No ale jak coś jest nowatorskie, łatwe w użytkowaniu to trzeba to zaorać, co oczywiście zrobiono.

Skoro więc ktoś zdecydował się na zakończenie współpracy z DR, to powinien pomyśleć o stworzeniu alternatywy, która byłaby co najmniej tak samo lub nawet lepsza i przyjaźniejsza dla użytkownika.

Check-In PANSA TAKA NIE JEST. Dlatego tak miło wspominam DroneRadar…